23 czerwca 2014

Rowerowa wycieczka do Amsterdamu



Kiedy dwa lata temu postanowiłem, aby stary rower URAL służył mi należycie, nie sądziłem że będzie on jeździł po Holandii i będę nim robił setki kilometrów na surowej wegańskiej diecie - w tamtym okresie gustowaliśmy jeszcze w tradycyjnej kuchni wypiekając również swój pyszny chleb. Do pracy tam i z powrotem to około 12km  dziennie. Początkowo jeździliśmy 19km dziennie, jesteśmy tutaj równo 4 miesiące a rowery czy to w deszcz, czy też słońce służą doskonale i wcale nie musi to być jakiś drogi sprzęt. Wręcz przeciwnie im prostszy tym mniej zawodny. W imię zasady "w prostocie tkwi piękno" 

O samym rowerze wspominałem kiedyś tutaj:
http://sztudynt.blogspot.nl/2012/08/rower.html


Tak się złożyło, że w ten weekend wypadły nam teoretycznie 3 wolne dni z rzędu od pracy, więc z powodu ładnej aury postanowiliśmy wybrać się na krótką wycieczkę rowerową z Utrechtu do Amsterdamu -  praktycznie wzdłuż kanału :-)



 Pierwsze co na trasie przykuło naszą uwagę ze względu na architekturę to "Prywatny Uniwersytet Biznesu". Brzmi ciekawie i też ciekawą ma zarówno siedzibę jak również historię. 

Odsyłam np. do wikipedii. Mnie szczególnie  zainteresował ten cytat:
"Nyenrode was founded in 1946 by top executives of Dutch multinational companies, such as AkzoKLMPhilipsShell and Unilever. This Nederlands Opleidings Instituut voor het Buitenland (NOIB) was soon named after the thirteenth century Castle of Nyenrode. In 1982 it was recognized as a university by the Dutch government (Universiteit Nyenrode). In 1992 Nyenrode decided to become independent of Dutch government subsidies, because subsidised universities in the Netherlands were not allowed to have a selection process of students".

... ciekawe :-) 



 Wjeżdżamy do Amsterdamu - pamiątkowe zdjęcie
  
 Pierwsze na naszej trasie obrazy kapitalizmu ;-) Prawdopodobnie siedziba znanej marki "Philips".
 Całkiem przypadkowo na trasie oprócz mnóstwa sklepów, biurowców, salonów dostrzegłem siedzibę "Big Brothera" i wielu innych programów zabijających czas spędzając go przed TV.

Dla ciekawych wnętrze tej nieźle prosperującej korporacji można zobaczyć tutaj
 W centrum samego Amsterdamu całkiem pozytywnie i zróżnicowanie dla oka. Kamienice wcale nie muszą być proste, krzywych natomiast można tam odnaleźć dość sporo
 Jadąc uliczkami, witryny mienią się różnościami, wstąp, zobacz, KUP :-)
 Zmierzając w dalszym ciągu do "centrum"
 Plac "De Dam" - centrum, czyli nasz cel podróży
Nasz skromny środek transportu(URAL i ROMET), który na tych ziemiach sprawdza się doskonale a to za sprawą rewelacyjnej infrastruktury rowerowej jaką Holandia bez wątpienia posiada. Koszt pokonanych 100 km  w naszym wypadku wyniósł zero €.

Jedynym kosztem tradycyjnie wypadła opłata za oddanie moczu w jednym z Mc Donald's. Ten przybytek nadaje się idealnie jako czysta, pachnąca ubikacja. (szkoda że nie darmowa)

 Kolejne pamiątkowe zdjęcie, tym razem w tle pałac królewski.
 To zdjęcie szczególnie mi się spodobało :-)
 Widok na plac i tłum ludzi, który o tej porze jeszcze nie był wcale liczny.
 Miły polski akcent, również na tym samym placu.
 Muzeum figur woskowych - czyli znani w wosku odlani.
 W tle dworzec kolejowy.
 Pomysł na miejskie "rabaty" - jak widać można sadzić zjadliwe produkty i to z bardzo dobrym efektem. Ważne, aby to była uprawa współrzędna
 Jeszcze więcej wiejskiej zieleniny w centrum miasta.
 Droga powrotna jedną z wielu ścieżek rowerowych. Gładko jak po stole, po prawej i lewej topole dające przyjemny cień. Ta trasa akurat biegnie pomiędzy kanałem i torami kolejowymi ... dość cichutko, przyjemnie iście rekreacyjnie z dala od smrodu spalin.
Przypadkiem już w samym Utrechcie na zakończenie wycieczki udało się nam posłuchać odrobinę muzyki klasycznej.










W zasadzie nic specjalnego ten Amsterdam, miasto jak jedno z wielu. Kiedy zwiedzałem te miasto 7 lat temu byłem bardziej zachwycony tym przepychem jakie oferuje ta metropolia w której z grubym portfelem się nie sposób znudzić.

Całą trasę pokonaliśmy bez jakiś przystanków na odpoczynek itp. w końcu to tylko 40 km w jedną stronę. Jedynym dyskomfortem jaki nas obojga dręczył to dosyć niewygodne siodełka rowerowe. Moja rada odnośnie tego kraju, jeśli chcesz zwiedzać i zobaczyć naprawdę cudowne miejsca to warto wsiąść na rower i jechać przed siebie - ten kraj potrafi zaskakiwać urokiem często dosłownie "BAJKOWYM" Mentalność społeczeństwa holenderskiego to coś co trzeba poczuć: uprzejmość, poszanowanie i pozytywne nastawienie wobec każdego, czy to obcokrajowiec, czy też rodowity holender - prawie wszyscy równi ;-)

Nas osobiście ciągnie jednak w "dziką" piękną polską naturę, tam mamy zamiar dać przykład, jak można zdrowo i szczęśliwie żyć na własnym skrawku ziemi, bez tego chorego systemu który niestety nas zniewala.


pozdrawiam serdecznie


PS. Oboje odżywiamy się tylko surowym roślinnym pokarmem, im dłużej stosuję ten sposób odżywiania tym bardziej jestem pozytywnie zaskoczony efektami pod postacią wręcz kwitnącego zdrowia. 

21 czerwca 2014

Witarianizm - moje naturalne pożywienie

Naturalny, zdrowy sposób odżywiania.


Posiłki "główne" bo inaczej ciężko mi to sklasyfikować. Po prostu lubię w większości na słodko czyli owoce a staram się dziennie dla odmiany smaku zatopić zęby w czymś warzywnym z nutką różnych ziół czy dodatków typu czosnek, cebula. 


awokado, pomidor, szpinak, kiełki gryki

sałata lodowa, pomidor, szpinak, papryka, słonecznik 

pomidor, brokuł, sałata lodowa, pieczarki, kiełki cieciorki, cebula















Oprócz tego w ciągu dnia zjem np. banany, jabłka, daktyle, figi, etc.

Ktoś powie, że z takiej porcji to człowiek długo nie pociągnie i nie ma sił. Okazuje się wręcz odwrotnie, nie brakuje mi sił, kondycja z dnia na dzień lepsza ciało się oczyszcza, odbudowuje. Dla prostego zobrazowania jak to rośliny mogą być podstawą diety, najlepiej w naturalnej formie prosto z natury, bez żmudnych i zbędnych obróbek zarówno termicznych jak i mechanicznych, przytoczę przykład żubra.

Żubr to całkiem spore zwierze, równie dobrze mógłbym dać tutaj przykład, słonia, goryla i innych roślinożernych potężnych silnych zwierząt.


Żubry zjadają wiele gatunków roślin. Podstawę diety stanowią rośliny zielne i trawy (70-90% całości pokarmu), znajdowane na dnie lasu i na zrębach oraz na łąkach i polach uprawnych w jego pobliżu. Niechętnie zjadane są turzyce o ostrych liściach. Uzupełnienie diety, zwłaszcza w okresie późnej zimy i wczesną wiosną, stanowi kora oraz pędy niektórych drzew i krzewów. Szczególnie chętnie spałowany jest dąb, jesion i grab[4][8]. Ponadto zimą zjadane są żołędzie[4] i kasztanypotrzebne źródło. W Bieszczadach poza okresem wegetacyjnym ważnym pokarmem są zimozielone liście jeżyn[8].

źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%BBubr 

pozdrawiam serdecznie.

10 czerwca 2014

Arnold Ehret - przemilczany


Arnold Ehret (29 July 1866 – 9 October 1922)

Zachęcam do lektury i przestudiowania ciekawej treści. 

Strona w języku polskim

Film w języku angielskim.



pozdrawiam serdecznie
seweryn student



1 czerwca 2014

Farenhejt czy Celsjusz



źródło: http://automationwiki.com/index.php?title=Temperature_Scales



Tak sobie siedzę i rozmyślam nad jednym nurtującym mnie ostatnio zjawiskiem. Mam na myśli temperaturę, która jest odczuwalna przez większość organizmów żywych dość "świadomie". Z kolei dla naszej systemowej świadomości(życia codziennego) opisano ją za pomocą cyfr i kilku przyjętych nieco różniących się od siebie skali. Różnica nie znaczna, w końcu to tylko cyfry jakie każdy z wielkich badaczy wybrał sobie za ten "właściwy"


Jednym z autorytetów którego skala u nas jednak się nie przyjęła był:
Fahrenheit urodził się jako syn kupca Daniela Fahrenheita i jego żony Concordii, z domu Schumann, pochodzącej ze znanego rodu gdańskich przedsiębiorców. Rodzina Fahrenheitów wywodziła się prawdopodobnie z Hildesheim[2]. Dziadek fizyka w 1650 r. przybył do Gdańska z Knipawy – jednego z trzech miast wchodzących w skład Królewca.
Daniel Gabriel był najstarszym z piątki dzieci, które dożyły wieku dorosłego. Po śmierci rodziców opuścił Gdańsk i przeniósł się do Holandii, a w roku 1717 osiedlił się w Hadze. Od roku 1718 nauczał chemii w Amsterdamie, zaś w 1724 został członkiem Towarzystwa Królewskiego w Londynie. Zarobkowo zajmował się wyrabianiem termometrówbarometrów orazwysokościomierzy. Jako pierwszy zastosował w termometrach rtęć. W 1725 opracował termometryczną skalę Fahrenheita. W 1721 opisał zjawisko przechłodzenia wody. Stwierdził także zależność temperatury wrzenia wody od ciśnienia.
źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Gabriel_Fahrenheit


To ciekawe zjawisko ma wpływ nie tylko na życie danego organizmu, ale również za smak danego produktu spożywczego. Opisał to zjawisko francuski chemik Louis Camille Maillard. 

Temu zagadnieniu z chęcią bym też poświęcił chwilę uwagi, bo ot co również temat ciekawy dyskusji.




Drugim z kolei znanym mi badaczem temperatury był:
Anders Celsius urodził się 27 listopada 1701 r. w Uppsali w rodzinie uczonych. Jego obaj dziadkowie byli profesorami – matematyki (ze strony ojca) i astronomii (ze strony matki). Również ojciec Andersa, Nils Celsius, był profesorem astronomii. Talent i rodzinne tradycje sprawiły, że Anders Celsius został profesorem astronomii naUniwersytecie w Uppsali w wieku 29 lat, w 1730 r. Ponieważ jednak w całej Szwecji nie istniało wówczas żadne duże obserwatorium astronomiczne, Celsjusz udał się w podróż po Europie, odwiedzając m.in. obserwatoria w NorymberdzeRzymie i Paryżu.
W 1734 r., kiedy Celsius zawitał do Obserwatorium Paryskiego kierowanego przezJaques'a Cassiniego (1677–1756), syna wielkiego Włocha, który osiadł we Francji,Gian Domenico Cassiniego (1625–1712), wciąż żywa była dyskusja pomiędzy zwolennikami Newtona i wyznawcami Descartesa. Otóż uczeni się spierali, jak bardzo kształt Ziemi odbiega od idealnie kulistego. W końcu Francuska Akademia Naukpostanowiła wysłać dwie ekspedycje w dwa skrajne miejsca na kuli ziemskiej – w okolicach równika (Peru) i w pobliżu bieguna (Laponia) – by na drodze pomiarów ustalić, jak bardzo Ziemia jest wybrzuszona na równiku (albo: spłaszczona na biegunach). Pomiary geodezyjne miały określić, ile wynosi – w jednostkach długości – stopień szerokości geograficznej w każdym z miejsc. Kierownikiem wyprawy do Laponii mianowano francuskiego uczonego Pierre'a Louise'a Moreau de Maupertiusa (1698–1759). Jego asystentem został Anders Celsius. Ekspedycja, rozciągająca się na lata 1736–1737, potwierdziła spłaszczenie kuli ziemskiej na biegunach (choć nie pogodziła zwolenników nauki angielskiej i francuskiej), a Celsiusowi przyniosła w kraju rodzinnym sławę. "

źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Anders_Celsius

Tak czy siak to tylko cyfry, zarówno w pierwszym, jak i  w drugim przypadku. Tutaj mam na myśli skalę określającą wartość temperatury zaproponowaną zarówno przez jednego jak i drugiego Pana. Co dla mnie najistotniejsze to fakt, że z jakiś tam dziwnych powodów my ludzie musimy gotować wodę, potrawy i inne produkty będące często głównym przez nas przyjmowanym pokarmem. 

Idąc dalej można przygotowywać posiłek na parze, następnie smażyć czy to w płytkim, czy też głębokim oleju by ostatecznie tuż przed fazą zwęglania spróbować coś wyczarować na modnym jak "taniec z gwiazdami" grillu - ach gdzie się podziały te rodzinne ogniska.

Czy termiczna forma obróbki żywności jest nam tak naprawdę potrzebna? Czy człowiek w ogóle musi przetwarzać naturalny produkt, aby go spożywać? Czy musimy tracić aż tyle energii tylko po to, aby zapełnić nasze brzuszki pokarmem w dużej mierze przetworzonym(gotowanie, smażenie, pieczenie)?

Przecież natura nam dała doskonały system do "przetwarzania" żywności ... czyli paliwa potrzebnego nam prawdopodobnie do podtrzymywania funkcji życiowych naszego organizmu....

Mamy usta, zmysł smaku, język, pełną buzię zębów, bardzo przydatne podniebienie i dalsze etapy dość skomplikowanego układu pokarmowego na których postępuje proces trawienia, czyli przyswajania wartości energetycznych z dostarczonego produktu. 

W tej chwili w moim przypadku za paliwo służą mi suszone daktyle(prawdopodobnie na słońcu, tak podaje napis na etykiecie). Czy ta słoneczna energia zmagazynowana w owocu może posłużyć mi za paliwo? Czy na drodze do jej przyswojenia potrzeba mi tego całego systemu z transportem "jedzenia" na tysiące kilometrów włącznie. Spalając przy tym hektolitry ropy, angażując w to setki osób, etc - istne marnotrawstwo energii. Na domiar wszystkiego każdy z nas jeszcze zapragnie przetworzyć dany produkt piekąc, smażąc, miksując, gotując itd. 

Oczywiście cieszyłbym się stokroć mocniej zajadając zamiast daktyla, który przebył daleką drogę, chociażby jabłka z własnego ogrodu, ale póki co w wielkim betonowym mieście to jedynie produkty kupieckie mogę spożywać a dzięki nim żyć i pracować. Mimo wszystko Ola w miarę wolnego czasu postarała się i zasadziła ogórki, szczypiorek i pietruszkę. Wspólnie pod jednym dachem będzie to nasze skromne jedzenie nam towarzyszyć możliwe że zasadzimy jeszcze coś co rośnie dzięki słońcu, wodzie i daje smaczny owoc.

Naturalny ekosystem to zdrowy organizm i zdrowy świat. W naszym życiu zabrakło już tej naturalnej drogi którą energia może właściwie przebiegać i wzrastać z każdym następnym dniem ku lepszemu zarówno w otoczeniu jak i w nas samych eksponując się pod postacią zdrowego ciała i radosnego usposobienia. 

Wracając do tematu samej temperatury to każdy z nas wie, że "wysoka" temperatura wyrządza nam wielką krzywdę... doskonale to znamy chociażby z kuchni, albo bardziej subtelnej formy jaką jest np. gorączka. Tutaj wystarczy nam te "kilka kresek" i organizm wypada z rytmu jaki określamy mianem "prawidłowa ciepłota ciała" a na spotkanie przychodzi nam gorączka, następnie lekarstwa a w ostateczności często specjalista.

Zatem skoro temperatura ma tak wielki wpływ na nasz organizm to dlaczego żywe jedzenie dla żywego organizmu traktujemy temperaturą, której sami się boimy i nie przetrwalibyśmy w jej otoczeniu przez znaczny okres czasu - zależnie od tego jakiej wartości by była.

Podobno białko "ścina" się już w temperaturze 42'C, tylko co to znaczy? Kogo z nas w ogóle interesuje czym są owe "białka" i dlaczego powinniśmy je spożywać? W końcu jedna z głupszych kampanii "pij mleko, będziesz kaleką" ma waśnie na celu zwiększenie popytu na mleko(biały martwy napój) czyli to tajemnicze komercyjne białko. Jak reagują z białkami różne inne spożywcze substancje jakie serwujemy w procesie przygotowania naszego posiłku(miejmy ciągle na uwadze, że pod postacią słowa posiłek mam na myśli "paliwo", czyli substancje pozwalające podtrzymywać procesy życiowe naszego organizmu)

My tak naprawdę nic chyba nie wiemy, choć pewnym jest dla mnie, iż człowiek jest tym co je. Oczywiście nie wolno tego przyjmować bezpośrednio i dosłownie, bo nie staniemy się przecież świnią od jedzenia jej mięsa, ale niestety nasze ciało na pewno z tego paliwa nie zyska zbyt wiele dobrego.

W ogóle mam ostatnio wiele myśli w okół idiotyzmu jakim jest proces przygotowywania samego posiłku, bo przecież w wszelkie potrzebne narzędzia do przetworzenia materii organicznej pochodzenia roślinnego nasz organizm jest wyposażony. Zatem po co ślęczeć nad garami, przy desce do krojenia, mikserze do miksowania itd. Oczywiście w dzisiejszej dobie wszystko to za nas chętnie zrobi najnowszy/najlepszy/oryginalny i nowy "robot kuchenny", co  nie zmienia jednak faktu, że te kupę plastiku tez ktoś obsłużyć musi a przede wszystkim ktoś musi na ten tandetny wynalazek zarobić a następnie wyrzucić na śmieci, albo też wyczekiwać jego rychłego końca sprawności fizycznej w skutek upływu okresu gwarancyjnego. 

.... OSTATNIO MODNE PROGRAMY w  telewizji typu "Kuchenne Rewolucje" - to nic innego jak robienie wody z mózgu. Przecież samo słowo "PROGRAM" to z definicji:


1. «plan zamierzonych czynności, przedsięwzięć itp.»


źródło: http://sjp.pwn.pl/slownik/2572576/program


Ludzie jednak uwielbiają być programowani, oni płacą dosłownie za wykonywanie instrukcji. Człowiek zaprogramowany nie czuje odpowiedzialności, bowiem to przecież nie on wymyślił taką modę, on tylko poszedł tym kierunkiem. Przeciętny człowiek dzisiaj nie myśli, bo myślenie to już zbyt wielki wysiłek a przecież po pracy człowiek już taki przemęczony, że jedyną formą rozrywki staje się programator(odbiornik komercyjnych stacji, nadających obraz i dźwięk w celu zwabienia potencjalnego klienta-konsumpcjonistę do własnej pułapki). Dalej to już wszyscy sami dobrze wiemy jak sprawy się mają ;-)



Po co człowiek poświęca temu wszystkiemu tak sporo czasu, kiedy wyrwana prosto z ziemi marchewka umyta w źródlanej studziennej wodzie zjedzona należycie stanowi szybkie i dosłownie o niebo lepsze źródło zdrowej energii pozwalającej cieszyć się nam pełnią zdrowia. 

Za dużo popełniamy podstawowych błędów, jednak bez uświadomienia sobie faktu jak wiele ich na co dzień popełniamy nie jesteśmy niestety w stanie poprawić czegokolwiek w naszym zabieganym, nieświadomym życiu będącym swoistym "wyścigiem szczurów".


Po co czekamy aż zupa ostygnie a nie zajadamy się jeszcze bulgoczącą stojącą na ogniu? 

Człowiek po dziś dzień nie potrafi prawidłowo spożytkować energii, która go zewsząd otacza. 

Pozdrawiam serdecznie



Copyright © sztudynt - Blogger Theme by BloggerThemes